piątek, 30 sierpnia 2013

T.W.E.L.V.E (Kilka ważnych informacji...)

HEJ HAJ HELOŁ.
Z TEJ STRONY WERONIKA. TAK JA XD 
POPRZEDNIA TŁUMACZKA ODESZŁA I ZOSTAWIŁA MI TO TŁUMACZENIE.
DOWIEDZIAŁAM SIE O TYM GDY BYŁAM DZIEŃ PRZED WYJAZDEM I DOPIERO WRÓCIŁAM. WIEM ŻE JUŻ DŁUGO CZEKACIE NA ROZDZIAŁ DLATEGO CHCE WAS STRASZNIE PRZEPROSIĆ. NIE WIEM KIEDY GO PRZETŁUMACZE BO JUTRO MAM ZAKUPY A W NIEDZIELE JAKAŚ IMPRA :O NO ALEEE NIE ZOSTAWIE WAS Z NICZYM.. TORCHE DLA WAS PRZETŁUMACZYŁAM A ROZDZIAŁ BĘDZIE W PONIEDZIAŁEK MOŻE TAK BYĆ? DOBRA LOVE YOU.

T.W.E.L.V.E
Pobiegłam do kąta patrzac w oczy Jack'a, był oczywiście całkowicie wściekły na mnie. Zrobił krok do przodu z przebiegłym uśmieszkiem pojawiającym się na jego twarzy.
-Odejdż ode mnie!- Krzyknęłam chowając się w głąb rogu ściany.-Pozwól mi odejść ! Co jest z tobą kurwa nie tak ?! -Wciaż spacerował ze złym uśmiechem na twarzy, podszedł bliżej i ukląkł. Zamiast emocji, gniewu lub jakiejkolwiek innej w oczach , po prostu ukazywały czyste szaleństwo.
-Może cię nauczyć? " Czułam wodnistą substancję w moich oczach ponownie co mnie nie zaskoczyło. Zmarszczyłam usta, formując ślinę i wypluwając ją w prawo na jego twarz.
-Pieprz się ty świnio!- Szarpnął mnie powodując ,że się skrzywiłam, choć nie było to zatrzymanie mnie.Jego zimna niewiarygodnie silna pięść weszła w kontakt z moją szczęką o dziwo ni łamiąc jej.
-Co powiedziałaś ? - Splunął na mnie , jakby mnie nie słyszał .
- Powiedziałam-stało się więc byłam górą.- Pieprz się, ty świnio . Powoli , Jack znalazł swoje oczy na poziomie moich oczu , a następnie przesunął się tak, że to on był górą . Ale z jakiegoś dziwnego powodu , nie byłam przestraszona. Z innego urazu mojej szczęki , mogłam posmakować słonej krwi znajdującej się w moich ustach.
-Myślałem ,ze słyszałem tak..-Jack złapał mnie od szyi , podnosząc mnie z ziemi .
- Nope - Odpowiedziałam plując krwią z moich ust, nagle tracąc coraz więcej tlenu. Nagle moje ciało spadło bezwładnie jak lalka kiedy dżwignął mnie, a następnie rzucił opadając obok mnie.
 - Myślałaś ,że zraniłem cię wcześniej? - Jack uklęknął i wycedził przez zęby : - Tym razem nie zawaham się ciebie zabić. -Zapowiedział , kiedy przycisnął mnie do zimnej , ciemnej podłogi.
-Zrób to! Wyzywam cię ! Wolałabym być martwa , tak.-Próbowałam wykręcić się z jego uścisku, wzięłam za cel drzwi i zamierzałam go osiągnąć.Uśmiech pełznie wkradł się na jego twarzy , jak jego złowrogi śmiech echem po sali .
"-Nie, chcę zobaczyć jak walczyć , chcę zobaczyć jak błagasz i krzyczysz , aż nie można już - "
-Czy nie zrobiłeś już wystarczająco dużo ? Nie masz świadomości kiedy przestać, kiedy powiedzieć stop? I nie zakładać tego.-Jego oczy rozszerzyły się na widok przed nim , zanim zdążyłam mrugnąć, owinął ręce wokół mojej szyi i podniósł mnie z ziemi , tym razem blokując moje ruchy w powietrzu .
-Czy wyglądam jakbym się teraz wahał ? " Dyszałam próbując złapać oddech, ale zastanawiające , jest to, że nie byłam w stanie . Moje stopy nie były na ziemi i nie miałam kontroli nad moim ciałem , kopnęłam i wyciągnęłam się na jego bladych rękach , próbując sprawić, ze mnie puści  , ale spotkałam się z niepowodzeniem .
- Czy ? - Po raz kolejny , próbowałam , ale wdychany tlen nie mógł dotrzeć , udało mi się kopnąć go w brzuch ,jedyne miejsce,gdzie udało mi się dotrzeć . Rzucił mnie na podłogę z nagłym uderzeniem. Czołgał się skulony w piłkę , ja milczałam , kaszlałam próbując złapać oddech który straciłam.-Jesteś szalona?-. Udało mi się odetchnąć .- Nie masz pojęcia , nie wiesz w ogóle , po co to wszystko jest.
Justin's POV
-Nie wiem, stary. Czuje, że powinna się ze mną skontaktować.-Rozmawiałem przez mojego iPhone'a ze swoim menagerem, Scooterem. Scooter rozważa, czy Rachel nadal jest ze znajomymi, czy postanowiła, ze lepiej będzie odejść bez pożegnania.Ale mimo tego, że nie znałem Rachel zbyt długo, znałem ją na tyle dobrze iż wiedziałem , że coś by powiedziała a teraz, to po prostu moje nerwy kołyszące łódź.
-Daj spokój. Ona nie chce być związana z celebrytą, nawet jeśli jest to tylko przyjaźń... Taka rzecz może być trudna da dziewczyny.-Scooter mówił przez telefon , a ja zrozumiałem, co miał na myśli. To znaczy , są profity poznania sławy, ale także minusy z paparazzi i plotek .
-Cokolwiek.. Spróbuje jeszcze raz do niej zadzwonić. Rozłączyłem sie ze Scooterem i wybrałem numer Rachel już trzeci raz w tym tygodniu.Postawiłem swoją stopę przed marmurową podłogą w kuchni w moim domu w Calabasas,ale podobnie jak dwa razy wcześniej odezwała się sekretarka mówiąc to samo co za dwoma poprzednimi razami.
-Ugh.-Pociągnąłem za końcówki swoich włosów i warknąłem z frustracji.
Nie wiem, co przeszkadzało mi tak bardzo.Mam na myśli ,że to tylko przyjaciel, ale bez niej jest tutaj... Czułem jakby czegoś brakowało, dom czuł się pusty i samotny, ja czułem się cicho i pusto.
Jack's POV
Trzaskając drzwiami zamknęła się natychmiastowa blokada. Rachel nie miała pojęcia co się święci, ale ja tak. Nie planowałem robić tego co miałem, zazwyczaj był to rodzaj ostatecznej kary, ale zrobię to, jeżeli ona w dalszym ciągu zostanie przy poniżaniu mnie. Ta suka myśli, że ma nade mną kontrole, i że się nie posunę.Wskoczyłem do mojego pickupa i ruszyłem na plac konstrukcji gdzie pracowałem przez ostatnie półtora miesiąca. Gdy wróciłem do magazynu gdzie moi przyjaciele, Will i Andrew przechowywali narzędzia nie potrzebne do budowania, ale przydatne w określonych sytuacjach, jak ta, w której się znajduję.
Gdy przybyłem na moje miejsce , wyszedłem z mojego zardzewiałego samochodu i udałem się do garażu w który znajdował sie w pobliżu.Wsadziłem rękę do kieszeni znajdując tam moje wakacyjne zdjęcie. Moje palce chwyciły kawałek metalu, którym był klucz tkwiący w dziurce od klucza. Słyszałem przełącznik blokady i odpiąłem go. Szarpiąc za drzwi wyszedłem z garażu. podszedłem do tyłu przekopując szuflady, aż znalazłem pistolet. Miałem go skradzionego z pola bojowego kilka kilometrów za miastem.
-Mam cię- Wiedziałem wtedy, i tam ,że idę skończyć życie Rachel. Nie ze względu na to co zrobiła dla mnie w dniu dzisiejszym, ale za to jak mnie zostawiła, a ja ją chcę- trzeba mnie znać, zeby wiedzieć jak wiele bólu przeszedłem tracąc ją. Stałem wpatrzony w czarny kawałek śmiertelnej broni w rękach, z drugiej strony  miałem współczucie dla Rachel , ale zostało obalone , gdy mój umysł zaczynał mówić do mnie , powtarzając to, co ona powiedziała i emocjonalny ból który wprowadziła .Ścisnąłem pistolet tak mocno , że moje kostki zaczęły się robić białe i strzeliłem w najbliższy słup metalu , co zrobiło, duży otwór w nim. Natychmiastowa forma relaksu przejęła moje ciało .Jak już ruszyłem z powrotem do samochodu , kołysałem ramionami w przód i tył z każdym krokiem.
- Cholera ! - Moje emocje krążyły w kółko nad moją głową , kiedy stawałem się coraz bardziej rozgniewany .Wspiąłem sie po samochodzie, a nie wściekły krzykwyszedł ze mnie. Złapałem się za żołądek i walnąłem głową o kierownicę." Zrób to ". Usłyszałem  szept wokół samochodu i echo . Głos pojawił się ponownie i odwróciłem głowę , patrząc przez okno w samochodzie w poszukiwaniu głosu . Ale nic nie widziałem .Westchnąłem. " Zrób to ". Słyszałem , nagle słychać było różne głosy , ale powtarzały to samo zdanie.Do mojej głowy dochodziły wszystkie te głosy szepto-krzyki.Te głosy g , Uderzyłem głową o kierownicę powtarzalnie podczas ,gdy krzyczałem z bólu , a także gniewu
." Zrób to ".
" Zrób to ".
" Zrób to ".
" Zrób to ".
" Zrób to ".
" Zrób to ".
- Dobrze ! - Głosy przeszły do natychmiastowego zatrzymania.
Rachel POV
 Gorączkowo biegałam na placu piwnicy. Ja tylko waliłam w każdy centymetr każdej ściany z dłoni , modląc się , że ktoś może mnie usłyszeć i przyjść mi z pomocą .Kiedy usłyszałam ostatnie słowa Jack'a , i jak on nadepnął mnie  zamknął za sobą drzwi , nie wiem co to dokładnie było , co się święci , ale wiedziałam, że to na pewno nie jest zagrożeniem życia.Chociaż moje ciało bolało , i straciłam oddech szybko walczyłam pulsując z bólu i włączyłam światła  , siedząc w kącie i czekając , aż niewiarygodne .
25 minut później
Wciąż siedziałam w milczeniu , usłyszałam skrzypienie deski powyżej mnie przenoszącą  się w tempie powolnym i stałym .Następnie skrzypienie otwieranych drzwi , które dało mi dreszcze w górę i w dół mojego kręgosłupa.
-Wiem, że jesteś tutaj.Po prostu wyjdź teraz . -Echo jego głosu sprawiło,że pokój stał się chłodny, i sprawiło, wyścig mojego umysłu.Kiedy było słychać małe,  głośne kliknięcie ,światła zapaliły się ukazując widok przede mną. Był to Jazk stojący w otwartych drzwiach. . Wtedy zauważyłam , że coś trzywa w ręku..Przetwarzałam to wciskając się bardziej w kąt., Patrzyłam na niego z niedowierzaniem
" C- co to jest? "
-Wstawaj-Nie zrobiłam tego zostając jak wcześniej.
-Jack, co to jest? -
-Chodź -.Podeszłam do niego jakbym szła po szkle. Starannie i ostrożnie .Kiedy byłam w jego zasięgu , szarpnął mnie do siebie i obrócił wokół rzucając do ściany, najpierw twarz , trzymając swoją głowę na mojej.
-Mówiłem ci , że będą konsekwencje-
-Ja-
-Zrozum to suko! Zrobiłaś wszystko, czego nie powinnaś robić.- Mówił z powrotem do mnie. Walczyłam , i posłuchał . Może po prostu obraz jego serca jest inny i bije szybciej niż inne serce w świecie, jego krew i emocje tylko zawierające złość i jadowitą wściekłość .- Teraz to zrobię , i mam zamiar zrobić to do końca .- Uczucie zimna metalu dotknęło mojej głowy przez moje włosy. Zamarłam wiedząc co to było.  Poza tym wszystkim,tylko metalowych przedmiotach w pokoju był pistolet , a ja wiedziałam, wtedy i tam , że moje życie się skończy tutaj .I nigdy nie zobacze moich znajomych ponownie.I nigdy nie ujrzę światła słonecznego przez okno i nie będę cieszyć się powiewem płynącym przez moje włosy .Ja zawsze zastanawiałam się jak smakują słodkie ziemniaki .I nigdy nie będę w stanie zobaczyć Justina ponownie. Młoda nastoletnia gwiazda muzyki pop , która uratowała mnie od zgwałcenia przez zupełnie obcego , wziął mnie pod swoje skrzydła , traktował mnie jak rodzinę , i obiecał, że zawsze będzie przy mnie .Broń została dociśnięta mocniej do mojej głowy.Strumień łez spływał po moich policzkach spadajac na podłogę, jakby płatek róży obtrącony porzez deszcz.
- Zatrzymaj się-.Trzymał moje ciało nadal , ale uczucie,że Jack poluzował uścisk kazało mi skręcić , aby zobaczyć ostatnią osobę , jaką kiedykolwiek myślałem, że zobaczę w tej chwili .
- Justin - Prychnęłam.Z rękami do góry mówił w monotonnym głosem:
-Jack, odejdź od Rachel i upuść broń, do póki nie jestem zmuszony aby wezwać policję .-Wahając się Jack zrelaksował się opuszczając rękę ,i  pozwalając mi puścić oddech, chwyciłam się , ale wkrótce podniósł rękę ponownie .
-N - nie-. Był chwiejny . -Masz zamiar zabrać ją z dala ode mnie, jeszcze raz. A jeśli nie mogę jej mieć , nikt nie może. -Whoa, słynne zdanie z tysiąca filmów i powieści.
- Nie chcę , tego zrobić . -Justin powiedział , powoli podchodząc bliżej, wszystko, co chciałam zrobić, to skoczyć w jego ramiona .
-Ale ja.- Niesławny rechot Jacka przejął jego twarz , gdy on pociągnął za spust .
Od Tłumaczki: Oł Gad Dżizas Krajst :O Justin nareszcie coś dotarło do twojej czaski ! Jupi *dens* więc ..jksljdkfhjsrkbhfveser nie wiem jak wam ale mi się rozdział podoba. no...
soł..po 3h tłumaczenia jest... moja mama ma spiny bo: Jutro do gimbazy idziesz ty gimbusie jak ty wstaniesz?!- Srak ja nie wstaje. Barykaduje się ._. No więc.. mam nadzieje ze nie wyszło mi to tłumaczenie masakrycznie... sorry ale wstawałam rano i już jestem zaspana...To tyle.. Rozdziały na changed będą się pojawiały CO PIĄTEK. Przepraszam ,ze tak. możliwe,że będzie wcześniej. ale... zostały 4 rozdziały , a autorka się nie śpieszy... ja zaczynam szkołe + mam swoje blogi do ogarnięcia xD Tyle.. kc <3 br="" papapapa="">

Twitter - tu
Ask- tu

A I JESZCZE JEDNO.. WPROWADZAM MAŁE ZMIANY. MIANOWICIE PISZCIE W KOMENTARZACH SWOJE NAZWY NA TT. ZROBIE ZAKŁADKĘ INFORMOWANI :)) TO TYLE.. KC <3 p="">

środa, 14 sierpnia 2013

E.L.E.V.E.N

Justin's POV

Kiedy otrzymałem wiadomość od Rachel byłem trochę na krawędzi.Powiedziała mi, że idzie spotkać się z przyjaciółmi. Myślałem, że najpierw będzie chciała zostawić swoje rzeczy w samochodzie. Ale mimo tego, że byłem niepewny napisała do mnie w sposób oznajmiający ,że wszystko było w porządku. Wziąłem głęboki wdech uśmiechając się, wiedząc ,że Rachel po raz kolejny będzie w kontakcie z innymi znajomymi niż ja, oraz oczywiście Scooter i Kenny. Tak, inni ludzie słyszeli o niej jako członkinie mojej ekipy i rodziny, jeszcze im tego nie wytłumaczyłem. Czułem ,że muszę poczekać, aż Rachel będzie gotowa. To nie byłoby według mnie w porządku aby ją pośpieszać. Dlatego byłem niezdecydowany na zaprowadzenie jej do miejsca, gdzie jej raniące wspomnienia miały miejsce. Rozmyślałem nad pobytem w okolicy, a co gorsza przenocowanie w hotelu jeżeli miałaby tu zostać na noc. Choć nie napisała mi ,że powie mi gdzie jest i co robi, miałem nadzieję ,ze to zrobi. Włożyłem swoją bejsbolówkę i okulary próbując pozostać niezauważony, gdy jechałem do Starbucks i wszedłem do środka przez cały czas trzymając spuszczoną głowę w dół tak jakbym trzymał niski profil. Dzięki bogu Starbucks był prawie pusty, a kasjer wydawał się jakby był we wczesnych latach 70-tych, końcu lat 60-tych. Nie był najprawdopodobniej moim fanem.Trzymałem głowę twarzą w dół, i zamówiłem to co chciałem.- Czy mogę dostać średnią Cinnamon Doylce Frappuccino*, proszę?- Powiedziałem , wyciągając portfel i podając mu pięcio dolarowy banknot. Płynnie przesunąłem pięć dolarów po czarno-pomalowanym liczniku do kobiety w średnim wieku. Wykonaliśmy zamianę i dostałem frap** bez rozpoznania mnie. Cieszę się ,ze to miasteczko jest takie małe. Wyszedłem na przedmieścia szukając parkingu i zatrzasnąłem drzwi, owijając dłonie i palce wokół mojego zimnego napoju, gdy opierałem się rękoma o kierownice. Znając Rachel była z pewnością podekscytowana, ze ponownie spotka się na chwilę z przyjaciółmi i wyjaśni im, co się stało. Ponadto całkiem dobrze znając jej osobowość, pomyślałem, że najlepiej jak pojadę do hotelu teraz, i poczekam aż poprosi mnie abym ją odebrał. Nacisnąłem przycisk home*** na swoim czarnym iPhonie czekałem aż funkcja "Siri"**** się pojawi. Zapytałem o najbliższe hotele.  Jeden z hoteli "Hotel Hilton" Znajdował się tylko cztery mile od miasteczka. Pomyślałem ,że jest wystarczająco blisko aby się tam zatrzymać, czekając na Rachel.


Rachel's POV

Moje serce biło szybciej niż samochód wyścigowy, a ciało bolało od głowy w dół do moich palców. Nie mogłam płakać, ponieważ spowodowało by to duży ból w klatce piersiowej. Mimo , ze robiłam to co mi mówił, on wciąż sprawiał ,że każda kolejna sekunda była bardziej bolesna od poprzedniej. Oboje dyszeliśmy, a ja wciąż byłam przykuta do łóżka, ale on wstał wkładając swoją bieliznę, koszulkę i spodnie.

-To było niesamowite- Powiedział ubrany nachylając się nad łóżkiem , tak ,ze teraz byliśmy twarzą w twarz. Nie mogłam na niego patrzeć, obrzydzał mnie we wszystkim, kształcie, formie, ale wciąż, po tym jak to powiedział mruknęłam do siebie "dla ciebie". Oczy Jack'a były wciąż pełne pożądania , kiedy rozpiął kajdanki i pozwolił mi dotrzeć do moich podartych ubrań rozrzuconych po pokoju. Jednak Jack podniósł moje jeansy, i chwycił koszulkę rozrywając ja z przodu tak ,ze odsłaniała klatkę piersiową. Wstałam niepewnie poszukując artykułów, które były na moim, teraz słabym ciele, gdy Jack kazał mi się zatrzymać, odwrócić i spojrzeć na niego. Automatycznie zatrzymałam się tam gdzie byłam stojąc zupełnie naga ponownie odwracając się w strachu, przed tym co się zaraz stanie. Jack szybko podszedł do mnie tuląc mnie, przez co moje ciało bardziej bolało, a potem szepnął mi do ucha.-Kurczak i sałatka jest w lodówce, ma być wkrótce gotowy.- Puścił mnie dając możliwość cofnięcia się.
Kiwając głową potarłam swoją rękę, po raz kolejny sięgając swój biustonosz, jeansy i podartą koszulkę.Opuściłam rękę do podłogi podczas schylania gdy Jack odezwał się, zatrzymując moje ruchy.
-Co robisz?
-J-Ja zbieram swoje ubrania i zacznę przygotowywać dla ciebie obiad.
-Kiedy powiedziałem ci ,że masz włożyć ubrania?- Zaczął patrząc na mnie złośliwie.
-W-Więc, ja tylko myślałam-
-Nie potrzebujesz ubrań, bo zaraz znowu będziemy nago- Wskazał na łóżko, na którym byliśmy wcześniej.-Zaraz po kolacji- Mrugnął do mnie wyciągając za rękę.
-N-Nie możemy po prostu zrobić tego znowu jutro?-Zapytałam. Nerwowo pociągnął mnie za rękę w górę schodów i do dobrze znanego mi salonu.
-Nie!-Splunął.-Jeszcze nie skończyłem ,a to nie było wystarczająco satysfakcjonujące jak chciałem.-Powiedział odwracając się i puszczając mi złe oczy, ponownie idąc po schodach.
-J-Jack jestem na prawdę zmęczona jeżeli zrobimy to jutro-
W mgnieniu oka odwrócił się, dając mi cios w brzuch, powodując, ze spadłam ze schodków.
-Co powiedziałem wcześniej? Huh?- Powiedział zniżając się do mojego poziomy, tak ,że on leżał na ziemi , a ja na pierwszej części schodów.-Posłuchaj mnie. Rób to co mówie.-Jack zarzucił w surowym szepcie.
Zaczęłam piszczeć gdy on wciąż trzymał mnie za rękę. Mój policzek znowu był na schodach z moją głową ustawioną tak ,że mogłam patrzeć w dół schodów, podczas gdy broda wciskała mi się w górną część klatki piersiowej. Chwycił moje włosy w dłonie i trzymał  jak piłkę.-Należysz do mnie! Jesteś moja!-  Złość przejęła nad nim kontrolę, zanim jego oczy stały się czerwone, a spojrzenie puste.
Moje włosy nadaj były zwinięte w kulkę, a on trzymał je jak piłkę Podniósł mnie zaciągając na ostatni schodek, a następnie do kuchni, podczas gdy próbowałam mu się wyrwać starając się zapobiec bólu w mojej głowie. Czułam ,że jeśli jeszcze raz za nie pociągnie to nie będę ich w ogóle miała.
-Rób obiad- Jack nie zawahał się, w swoim rozkazie. Podczas gdy próbowałam podnieść się, kopnął mnie bezpośrednio w jelita, całe szczęście ,ze nie z pełną siłą. Zwinęłam się z bólu w kulkę.
-Wstań i rób obiad!- Przykucnął przy mnie więc byliśmy na wysokości oczu.-Teraz- Wraz z tym opuścił kuchnię i udał się do sypialni..Podniosłam całkowicie nagie ciało i pogrzebałam w lodówce i szafkach szukając tego, co potrzebne, aby zrobić obiad. Jak za dawnych czasów.
1 godziny później

Przyprawione piersi kurczaka były w piekarniku przez czterdzieści pięć minut, a ja obecnie kończyłam sałatkę Cesar. Potrzebowałam przestarzałych crotons, które były w w górnej szafce , dotarłem do nich wylałam filiżankę z nimi  do sałaty, dodałam sos, i zrobiłam wszystko inne potrzeba. Ramiona owinęły się wokół mnie i wyjścia dotykając moich piersi, co nie pozwalało mi skoczyć.
-Hey. -Usłyszałam szept. -Kiedy obiad będzie gotowy?- Jack zaczął ssać  moją szyję, a ja zacząłem drżeć jeszcze bardziej..
-D-Dziesięć minut- Starałem się nie brzmieć wystraszona, miałem silne poczucie, że się nie udało, ponieważ słyszałam strach w moim głosie.
-Będę przy stole.- Z tym, puścił mnie i odszedł.Wykręciłam się próbując zebrać talerze i butelki z wodą. Gdy kurczak był gotowy, umieściłam go na stole, na górze położyłam duży talerz papierowy i przyniosłam wszystko, co potrzebne do podania.
-Proszę bardzo.- Powiedziałam patrząc na stół i ustawiając wszystko na środku stołu,  przed Jackiem. Bez "dziękuję", ani uznania, Jack sięgnął do jedzenia, jak świnia, którą jest.
-Czy nie zamierzasz jeść?-Zaproponował jego miękki głos.
-Nie jestem głodna.-Jego miękki i spokojny głos, przekształcił się w pełen gniewu i kontroli.
-Jedz-
-M-mogę ubrać się w pierwszej kolejności? Czuję się bardzo nieswojo.-
Zimne powietrze spowodowało drżenie mojego nagiego ciała. Potarłem ramię z nieśmiałości. Zawsze byłam bardzo skrępowana, a to nie sprawia, że czuję się lepiej.
-Jedz-

45 minut później

Ledwie nadgryzłam skrzydło kurczaka, Jack zmusił mnie do tego i picia wody, aż została tylko kropla. Jack zmusił mnie do zmywania-nie zaskoczyło mnie to. Zabrał mnie do piwnicy i stwierdził, że był zbyt zmęczony, żeby "dać mi przyjemność" ponownie. Nie walczyłam z tym, zamiast tego skinęłam głową i poszłam do łóżka.Nie byłam w stanie zasnąć z myślą o Justinie w mojej głowie i jak bardzo chciałam, żeby był tutaj teraz, aby mnie ocalić, lub kto był nie dawno u drzwi, i co się stało, gdy byłam tutaj. Mój umysł przyśpieszył, gdy usłyszałam kroki nad sobą i rozmowy.Myślałam, że nie było sposobu, aby słyszeć coś zza zamkniętych drzwi, ale byłam w błędzie, a może , po prostu może,  był tam Justin , lub ktoś, kto mógłby mi pomóc. Nie byłam do końca pewna, czy byliby w stanie mnie usłyszeć,  gdybym próbowała  zwrócić ich uwagę i czy ten kto tam był usłyszy mnie , wtedy będę mogła mieć dwa wyjścia. Pierwsze, podjąć się walki i spróbować uciec, nie sądzę,że  Jack zostawił cokolwiek otwarte. Dwa, mogłabym przegrać walkę .Brałam to ryzyko.Stojąc na palcach, podeszłam do drzwi i zaczęłam w nie bić i walić  z całych sił krzycząc i błagając o pomoc.
-Pomóż mi, proszę!- Powtarzałam, za każdym razem coraz głośniej i głośniej.- Jestem w piwnicy!-Ciągle krzyczałam to samo w kółko, drzwi otworzyły się ukazując Jacka, który próbował je zamknąć, ale użyłam całej swojej siły i adrenaliny aby popchnąć go, tylko po to aby złapał z tyłu moje ramiona. Siłowałam się, machałam rękoma, i robiłam wszystko, co ewentualnie można było zrobić aby wydostać się z jego uścisku. Zamiast tego wcisnęłam zatrzask do drzwi nadal zostając w pomieszczeniu, razem z Jack'iem.
_____________________________________________________________________________________
* To jest taka kawa z cynamonem  jdszksdfhzs wygląda genialnie+ Polecam bo piłam :))
 **Szczerze ? Nie wiem o co chodzi. W googlach nie mogłam nic znaleźć i wgl.. ale myślę ,ze chodzi tu o tą kawę ...
*** Wiecie o co chodzi o główny przycisk haha nie wiem jak wam to wytłumaczyć ale pewnie wiecie o co c'mon :D
**** Boże to chyba takie że szukasz najbliższych hoteli/ restauracji taka informacja miastowa chyba xd
I się zrobiło znowu strasznie :O Czy tylko ja śmiałam się z naiwności Justina? God.. Załamałam sie serio haha  Jestem już do przodu więc powiem wam ,ze będzie coraz ciekawiej ^^
Matkooo nie moge uwierzyć ,ze było aż 13 komentarzy... Ja jednak zawsze jak się wszystko rozkręca muszę iść.. Tak jest i teraz. dodaje już ostatni rozdział.. Jutro wraca wasza tłumaczka.. Chciałabym wam mega strasznie podziękować , za komentarze i to ,że weszliście.. w ogóle ze wszystko <3 bloga..="" cie="" de="" dzi="" e="" ka="" ki="" kiedy="" komentarz...="" kto="" lnie="" mo="" mojego="" na="" nbsp="" og="" paaa="" wej="" wie..="" wpadniecie="" za="">

czwartek, 8 sierpnia 2013

T.E.N

Ciągle krzyczałam imię Justina i wiłam po podłodze aby uwolnić się od uścisku Jack'a, ale znając Jack'a i jego siłe , udało mu się chwycić moje ramiona z tyłu jedną ręką, a drugą zakryć mi usta.
-Przestań się ruszać!- Rozkazał Jack, ale byłam na tyle silna aby nie poddać się bez walki. Nawet z nim trzymającym moje usta i przyciskającym mnie do podłogi z twardego drewna, nie poddawałam się. Miałam kilka tygodni wolności, a teraz wszystko wraca na tor.
-Powiedziałem nie ruszaj się!- Z tym poczułam mocne uderzenie w tył głowy powodujące, że zatrzepotałam oczami na ból wypełniający moją głowę. Wraz z tym z moich oczu wypłynęły wodniste kule.
-Proszę- Powiedziałam.-Nie rób tego!-Nie mam pojęcia co bardziej bolało. To że mnie przetrzymuje, czy świadomość , że potrafi zrobić niemożliwe rzeczy. Ciekawość uderzyła we mnie gdy poczułam, jak uścisk znika, nie ruszałam się, bałam się tego zrobić. Jednak powoli i stopniowo odwróciłam się widząc Jack'a przy zlewie w kuchni...daje mi szansę ucieczki? Ucieczka?
Nadal czułam ból jakby w moją głowę wsadzono tysiące noży i walono w nie młotkiem. Zrobiłam wszystko co w mojej mocy aby przeciągnąć się po podłodze.
Więcej łez, zaczęło spływać kaskadami w dół moich, różowych policzków , gdy łapałam powietrze między malutkimi seriami płaczu. Przemieszczałam sie blisko szafy, słysząc szmery przyspieszyłam przeciąganie sie. Nagle odgłosy ustały, a lewy but Jack'a wszedł w kontakt z moim brzuchem. Zatrzymując wszystkie moje ruchy. Żadne słowo nie zostało wypowiedziane podczas ,gdy on po raz kolejny wziął moje ręce do tyłu wiążąc je za moimi plecami. Czułam wzór liny podczas jej uściślania. Szorstki warkocz ściskał moje ręce, pozbawiając jakiegokolwiek ruchu.
To wszystko działo się w przeciągu 5 minut lub mniej.
Mój podbródek spoczywał na zimnej podłodze do czasu , aż Jack nie przekręcił mnie wokół, więc teraz leżałam na rękach wciśniętych między drewnianą podłogą , a kręgosłupem. Wygięłam plecy w łuk aby zmniejszyć ból. Mój płacz zamienił się w szloch, a obraz zaczął się rozmywać. Z płaczem zaczęłam czkać i hiperwentylować.
Nagle Jack stanął okrakiem nad moim kruchym i wątłym ciałem, trzymał moją twarz dociskając do swojej głowy, zamilkłam w strachu.
Korzystając z okazji otarł wypływające z moich kawowych oczu łzy kciukiem. Łzy szlochu przekształciły się w dwuspadowe wodospady płaczu. Czknęłam kręcąc swoją głową z boku na bok, na co moja dolna warga drżała, a następnie rozluźniała się.
-Tęskniłem za Tobą- Powiedział Jack patrząc na mnie oczami pełnymi pożądania, cienia złości i żalu. Następnie potarł kciukami po moich policzkach i przybliżył się. Pchnęłam moją głowę z powrotem do desek podłogowych. Próbowałam odmówić mu pocałunku , który miałam otrzymać.
Zamiast tego złapał moją brodę między kciuk , a palec wskazujący, pochylając się ostrożnie.
-Nie- wymamrotałam, ale było już za późno. Jego wargi były dociskane do moich. Wodospad po raz kolejny wypłynął mi z oczu. Próbowałam uderzyć go w brzuch moimi związanymi rękoma ale poczułam, że ciągnie je w dół swoją drugą ręką. Zostałam przygnieciona, nie mogłam kopać, ponieważ siedział na mnie i ograniczał moje ruchy. Nie miałam możliwości ucieczki. Wciąż mnie całował mimo że nie oddawałam pocałunków.
Zacisnęłam usta razem podczas gdy próbował wsunąć do mojej buzi język.
Jack musiał zauważyć , że to do niczego nie doprowadzi. Odsunął się ode mnie, a jego usta wciąż były lekko pomarszczone. Oczy , które były pełne pożądania wypełniła złość.Sprawiło to, że po raz kolejny byłam kompletnie sparalizowana. Wstał i pociągnął mnie za nadgarstki rzucając na podłogę, następnie zaczął chodzić wokół mnie. Czułam się jak na przesłuchaniu, a Jack był policjantem skazującym mnie na gnicie w celi.
-Chodź-popchnął mnie dalej i dalej do póki nie znaleźliśmy się przy schodach i drzwiach do piwnicy, która nigdy nie była używana.
-Jack, nie chcesz tego zrobić..- Udało mi się odezwać gdy nagle poczułam , że wyszarpuje mi coś z tylnej kieszeni.
Tymczasowy telefon, który dał mi Justin.Pieprz. Zupełnie zapomniałam, że go mam. Nie widziałam go, ponieważ diabeł na mnie siedział. Wyciągnął z kieszeni klucze zastępując je moim telefonem, a następnie odblokował zamek od drzwi do piwnicy.
-Proszę!- Prosiłam i błagałam ale nie odpowiadał, jakby był głuchy. Nagle zostałam wrzucona do podziemnej sali oświetlanej lampą stojącą w rogu w rogu obok łóżka i żarówką umocowaną na linie, wiszącą na suficie. Jack zamknął za sobą drzwi z westchnieniem. Tylko on i ja staliśmy w ciemnym pokoju z którego nikt nie mógł usłyszeć moich krzyków. Poszedł do rogu wyciągając drewniane krzesełko, a następnie usadził mnie na nim. Czułam sie jakbym była w klatce dla zwierząt. Rozwiązał moje ręce, przywiązując mnie do krzesła tak,że nie mogłam sie ruszyć.
-Rachel- powiedział nareszcie kończąc ograniczanie moich ruchów i stanął przede mną.- Rachel, Rachel, Rachel- zaczął chodzić wokół mnie.- Co tutaj robisz z powrotem tak szybko?
-Twój.. Twój samochód.. Nie było go.
-Został z holowany. Odpowiedz na moje pytanie.- zrobił krok do przodu łapiąc oparcie krzesła-Co tutaj robisz tak wcześnie ?
- Ja przyszłam ,aby odebrać swoje rzeczy- Jąkałam się z obawą płynącą w moich żyłach.
-Oznacza to ,  że są tutaj i zostały "na dobre" prawda?
-T-Tak.
-Byłem z... Oczywiście nie twoim ojcem bo wiesz..."on nie żyje"- Roześmiał się wesoły.
-Skąd ty kurwa wiesz, że nie żyje ?- plułam wściekła.
-Poczta, bardzo prosto, więc to oznacza, że zatrzymałaś się u- Zastopował.
Wahałam się- Bez nazwy-
-Justin Bieber, może być?- Moje oczy rozszerzyły się, gdyż byłam pewna , że nikt o tym nie wiedział....tylko jego rodzina... Ale nigdy nie byłam naprawdę narażona, może kilka magazynów, czy gazet widziało nas gdy wchodziliśmy do stacji radiowej ale moja głowa była cały czas spuszczona.- Nie wiem o czym mówisz- Podniosłam wysoko głowę.
-Nie kłam kurwa !- zaatakował mnie kładąc ręce na ramionach* krzesła.- Zatrzymałaś się u Justina Biebera czy to jest kurwa prawidłowe?!- siedziałam w ciszy patrząc w jego całkowicie czarne oczy nie wyrażające żadnych emocji.
-Odpowiedz mi !- krzyknął na mnie uderzając mnie w twarz.
-Tak.
-Co to znaczy, że musisz żyć marzeniami. Można mieć wszystkie pieniądze, chwałę. Pobyt z Bieberem daje ci takie możliwości?
To zatrzymało mnie kilka sekund aby zrozumieć co on miał na myśli, ale szybko to rozwiązałam dzięki instynktowi.-Nie,nie,nie to nie jest tak że- przerwał mi.
-Oczywiście, że jest! Zostawiłaś mnie dla jakiegoś pedała! Jakiejś gwiazdki która jest beztalenciem i jest głupia jak pień!
- Nie mów tak! Justin nie jest moim chłopakiem, jest moim przyjacielem! I nie zostawiłam cie dla niego , tylko dla swojego ojca!-spojrzał na mnie bez życia w swoich wielkich oczach.- Opuściłam cię , uciekłam od ciebie. Kiedy wróciłam do ojca, kiedy dowiedziałam się, że nie żyje nie miałam żadnego pomysłu. Myślałam do czasu aż nie zjawił się Justin i wziął mnie pod swoje skrzydła, aby się o mnie troszczyć, coś czego nigdy nie doznałam!
Jack podniósł swoją rękę zwijając palce. Jego ręka zderzyła się z moim policzkiem usłyszałam charakterystyczny dźwięk w nosie. Jack zaczął grzebać po swoich kieszeniach wyciągając mój telefon.
-Co do Justina. Napisał do ciebie.- Moje oczy powiększyły się się gdy głośno przeczytał wiadomość.- Rachel...wszystko w porządku?
Jack zaczął stukać w klawiaturę pisząc coś.
-Jack nie waż-
- Yep, Idę spotkać sie ze znajomymi na chwilę. Przyjedź po mnie jak do ciebie napiszę lub zadzwonię- Przeczytał to co napisał. Inna informacja na temat Jack'a: zna mnie jak książkę. Wie co chcę właśnie powiedzieć.
- On nie jest głupi, wiesz ?- zaczęłam sfrustrowana i zła, moja twarda skóra zaczyna wychodzić*-On będzie wiedział, że coś się dzieje.-
-  My nigdy nie będziemy wiedzieć, prawda?- i rzucił moim telefonem o ścianę. Rozpadł się na kawałki, a ja straciłam ostatnią nadzieję.
- On wie gdzie jestem. Jeżeli nie napiszę ani nie zadzwonię przyjdzie i mnie znajdzie.- Nie poddawałam się jeszcze,  to niemożliwe i straszne , że mogę zostać tu ponownie, ale Jack trzyma mnie jako jeńca.- Będę krzyczeć na szczycie swoich pieprzonych płuc, kurwa przysięgam na boga!-
- Boże, Rachel zrozum to, On cię nie usłyszy kiedy jesteś tutaj, nikt tego nie zrobi-
Wiedząc, że ma racje opadłam- Dlaczego to robisz?- zapytałam szeptem.
-Opuściłaś mnie, opuściłaś mnie kiedy byłaś wszystkim co miałem- Jego oczy stały się czerwone i podpuchnięte, pełne łez, a on zaczął chodzić wokół krzesła.- Kochałem cię Rachel! Kochałem cię tak cholernie mocno !
- Więc dlaczego do cholery raniłeś mnie, i-i biłeś huh? Dlaczego przeprowadziłeś mnie przez piekło ?
Stąjąc za krzesłem pociągnął moją głowę do tyłu.- Nie twój pieprzony interes!- Wtedy przewrócił mnie na podłogę, zostawiając tam.- Porozmawiamy później jak to wszystko będzie działać.- Pochylił się obok mnie na podłodze, niespodziewanie całując. Korzystając z okazji , że mnie zaskoczył włożył język do mojej buzi. Piętnaście sekund później odsunął się ode mnie patrząc mi w oczy.- Tęskniłem za twoimi ustami- Uśmiechnął się swoim pół uśmiechem , kiedy poszedł w stronę metalowych drzwi zamykając je. Drzwi są zamknięte, mój telefon zepsuty. Nikt nie mógł usłyszeć moich krzyków. Znów byłam więziona. Moja wytrzymałość i waleczność złamały się. Wybuchłam płaczem, wiedząc ,że nie ma nadziei. Nie ma nadziei na nic.


7 Godzin Później

Moja głowa była oświetlona, a ja siedziałam w dość niewygodnej i nieprzyjemniej pozycji przez kilka godzin. Moje ciało jest słabe i zmęczone w głodu i spragnienia. Piski i brzdęki zadzwoniły mi w uszach, oczy Jack'a wypełniły moją wizję. Wszedł  ze szklanką wody i jabłkiem, kładąc wszystko na szafce nocnej, na której stała lampka. Następnie podszedł do mnie i uwolnił mnie z krzesła. Wyciągnął w moją stronę rękę, trzymając mnie nią, podniósł i wskazał na jedzenie.
-Jedz- Ale ja już siedziałam na zużytych materacach i jadłam posiniaczone jabłko oraz upiłam łyk wody. Licząc minuty połknęłam ostatnią jadalną część jabłka, i upiłam ostatni łyk wody, gdy Jack wyrwał mi kubek odstawiając go przy drzwiach. Odwrócił się i powoli podszedł do mnie, gdy spojrzałam na niego ze strachem w oczach.
-Połóż się na plecach.-
-Co...?- Zamarłam.
-Boże, połóż się na plecach do cholery!- Stchórzyłam na dźwięk jego głosu, i zrobiłam co powiedział. Mój oddech stał się ciężki i zaczęły pojawiać się łzy. Nie mogłam powstrzymać swojego ciała od drżenia z powodu strachu i niepokoju. Patrząc na niego, spojrzał na mnie , po czym ściągnął swoją czarną bluzkę przez głowę.
-Nie, nie, nie, nie, nie!-Powiedziałam , gdy wstałam i rzuciłam się do drzwi, ale zostałam złapana przez niego i rzucona z powrotem na zużyty materac składający się z brązowych i czarnych plam. Napinałam się aby wstać, ale zepchnął mnie w dół i stanął nade mną okrakiem. Próbowałam bić go i kopać aby uciec, zapominając, o tym czy zamknął drzwi , czy też nie. Będąc w ruchy robiłam to co najlepsze ,aby się bronić,Chwycił moje ręce i przycisnął je sięgając pod łóżko i wyciągnął dwie pary prawdziwych kajdanek policyjnych.
-Nie ruszaj się!
-A co jeśli to zrobię co?!- Zaproponowałam poruszając się w jego uścisku.
Pochylił się do mnie więc byliśmy nos w nos.-Uderzę cię tak cholernie mocno, że będziesz nieprzytomna przez kilka dni. Następnie gdy się obudzisz będę cię powoli- Syczał przez zęby, a ja mówiłam jak mówi z terrorem.- zabijał upewniając się, że cierpisz na każdym kroku, załapałaś?-Jego oczy przedstawiały czyste zło, ale ja jeszcze szukałam w nich innych emocji. Skinęłam głową w szoku na to co powiedział. Wiedziałam, że Jack był niebezpieczny, że potrafi zrobić niemożliwe rzeczy ale nigdy nie przypuszczałabym ,że nawet za miliard lat, mógłby mnie zabić. Zawsze w to wątpiłam, gdy dbał o mnie i w ogóle chociaż był bez serca, nigdy nie myślałam ,ze jest pusty w środku. Leżałam tam zmrożona, wiedząc, co powiedział, że jest w stanie to zrobić i nigdy nie myśli dwa razy.
-Ręce do góry!-
-Jack- Powiedziałam kręcąc głową i próbując przemówić mu do rozsądku.
-Ręce do góry!- Wrzasnął, a z jego ust zaczęła wylatywać ślina, gdy zaczął być czerwieńszy od pomidora z jego żyłami pęczniejącymi na szyi i ramionach.
Skuliłam się pod nim i zrobiłam jak mówił, a łzy zaczęły uciekać znowu, i znowu. Wzięłam głęboki wdech przez nos, zatrzymując jego działanie wywołane przez płacz.Cyknięcie i pstryknięcie , które usłyszałam spowodowały, że poczułam wciskający się w moją skórę metal na obu nadgarstkach. Pokręciłam moją głową żałując, ze kiedykolwiek tu przyjechałam, kiedy zaczął mi cokolwiek robić. Zszedł ze mnie i po prostu wyszedł jak gdyby nigdy nic nie zrobił.  Zostawił drzwi otwarte, aby mnie przedrzeźniać .Patrzyłam na drzwi, które były po prostu zostawił przez zamieszanie, gdy wszedł do środka.
-Nie wydawaj żadnych dźwięków!- Poinstruował mnie, gdy po raz kolejny opuścił pokój zostawiając mnie gdy ja tylko głośno przełknęłam ślinę. Moje ciało było w całości pełne strachu ruszając się w miejscu. Mój oddech przyśpieszył gdy usłyszałam jak Jack rozmawia z nieznajomym stojącym za drzwiami. Gdy drzwi są otwarte, dźwięk może się wydostać do wnętrza domu, jak i na zewnątrz. Otworzyłam buzię, gotowa, aby krzyczeć na pomoc, gdy przypomniałam sobie, przerażającą mowę, która została wyrecytowana, gdy powiedział mi aby nie wydawać dźwięków. Postanowiłam posłuchać Jack'a dla swojego bezpieczeństwa Mimo ,ze głosy były stłumione mogłam usłyszeć na jaki temat rozmawiali, ale głos po drugiej stronie był nie do usłyszenia.
-Myślałem ,że...- Usłyszałam lekkie stłumienie na końcu. Niestety, miałam nadzieję ,ze będę w stanie usłyszeć pełną rozmowę.-Zaginęła-Jack powiedział do innej osoby.-Jeżeli się pojawi...--Zadzwonię do ciebie- Wyobraziłam sobie fałszywy uśmiech na twarzy Jack'a, oczywiście odniósł się do mnie mówiąc "zaginęła". Usłyszałam jak drzwi się zamykają, a następnie kroki Jack'a prowadzące w dół po schodach po raz kolejny.
-Teraz, gdzie skończyliśmy?-Oczywiście zamknął za sobą drzwi i wspiął po moim ciele.
-Jack, posłuchaj mnie, nie chcesz tego zrobić- Miałam przeczucie ,ze to nie pomoże, ale robiłam wszystko co mogłam , a przynajmniej starałam się. Pochylił sie podczas gdy był okrakiem nade mną i zaczął całować moją szyję.
-A dlaczego?- Zapytał złośliwie. Nie wiedziałam co odpowiedzieć, złapałam ją w ostatniej chwili.
-Będziesz tego żałować- Powiedziałam podczas gdy mój były chłopak powtórzył to co ostatnio zaczynając ssać moją szyję.
-A dlaczego?-
-Ja nie chcę!- Nie chciałam tego powiedzieć, to po prostu mi się wymknęło, zatrzymał to co robił i spojrzał na mnie, a ja wpatrywałam się w jego czarne oczy. Wstrzymał oddech na kilka sekund, a może nawet minut. Podczas gdy cisza ogarnęła świat. Złapał mnie za brodę kciukiem i palcem wskazującym, mocno ściskając jakby chciał ją połamać.
-Słuchaj. Należysz teraz do mnie. I zrobię z tobą wszystko, co kurwa będę chciał zrobić. I zrobisz to co będę kazał ci zrobić. Będą zasady, które objaśnię ci później, i jeżeli nie będziesz ich przestrzegać, będą tego konsekwencje, których nie możesz sobie nawet wyobrazić.To będzie najlepsze jeżeli masz tu zostać: szczęśliwa.
-Jack! Nie będę kurwa "szczęśliwa"! Nie rozumiesz tego !- Z tą odpowiedzią otrzymałam cios w brzuch, sprawiający ,że moje nogi się podniosły, a moja głowa opadła w agonii, ale zostały opuszczone w jednej chwili.
-Zasada numer jeden: Nigdy mi nie odpowiadaj- Nic więcej już nie mówiłam, ale robiłam wszystko co najlepsze aby się wyrwać.-Zasada numer dwa- Powiedział do mnie szeptem przekręcajac moją szyję w lewo i wrócił do jej ssania- Pieprz mnie kiedy ci powiem-
Ja tylko jęknęłam i zaczęłam płakać.
___________________________________________________________________________________
 O wow... No i jest masakra... Wybaczcie ,ze sie nie wyrobiłam w tamtym tygodniu.. ale rozdział miał ponad 3000 słów podczas gdy wszystkie inne mają po 1000 pare xd no ale podołałam (?) Więc.. mega wielce super strasznie wam dziękuję za poprzednie komentarze i tyle miłych słów.. głownie że wam się podoba jak tłumaczę.  Dziś się spięłam i przetłumaczyłam do końca (huraaaaaaaaa) Tak więc.. do następnego (?) Dobra jak są błędy to później poprawię <3 koochaaam="" nbsp="" p="" reath_of_jb="" wasss="">

wtorek, 30 lipca 2013

N.I.N.E

Nieprzytomnie, siadając, zauważyłam, czas i skojarzyłam datę.

10 rano, 27 lipca.

Justin i ja, cóż, gównie ja, zamierzaliśmy udać się do domu Jack'a około 10:30, a dostać się tam najprawdopodobniej o 11:30 lub 12. Nie zamierzam kłamać, byłam bardzo zdenerwowana, ale gdy wzięłam wieczorem prysznic, mogłam już praktycznie iść.


W za dużej koszulce Justina i koszykarskich szortach, otworzyłam drzwi pokoju i pobiegłam korytarzem do jego sypialni. Bez pukania, lub ostrzeżenia pchnęłam drzwi, budząc Justina.

- Justin! Justin! - powiedziałam podchodząc do jego łóżka, opierając się na kolanach i skacząc w górę i w dół. - Obudź się!-Staliśmy się dla siebie bardzo bliscy. Siniaki już prawie zniknęły, a po dwóch sesjach terapeutycznych czuję się już trochę lepiej. Justin przyszedł na ostatnią i razem rozmawialiśmy. Wyjaśnił mi, że on rzeczywiście dba o mnie i chce mi pomóc przejść przez ten skomplikowany moment w moim życiu. W każdym razie między mną, a Justinem jest dobrze. Jestem naprawdę przerażona, żeby wyjść i Justin ufa mi na tyle, że nie będę próbować niczego, więc nie wiem dokładnie ile moja zmiana może potrwać. 
Przy odrobinie szczęścia nasza przyjaźń zostanie silna. 
- Zostaw mnie - powiedział sennie, przecierając oczy.
- No dalej przebieraj się. Chce iść, żeby zostać wcześniej i szybciej.
- Co? Rachel, obudziłem się dopiero, mów prościej, Boże. - powiedział Justin mrugając wielokrotnie, dotykając swojej nagiej piersi. 
- Ubierz się - poklepałam jego udo wstając - Za trzydzieści minut wyjeżdżamy.
- A od kiedy ty jesteś moim szefem? - powiedział patrząc na mnie przez swoje brudne włosy, siadając na tyłku, opierając się na knykciach po obu stronach.
- Nie jestem, ale ty nie jesteś moim szefem - zaśmiałam się ze swojego żartu.
-Tak, ale nie muszę wstawać,jeśli nie chcę, to mój dzień wolny, który wziąłem dla ciebie.-Wstał przeciągając się tylko w bieliźnie, pokazując swój ośmiopak. Nie zamierzam kłamać, jego ciało jest niesamowite.
Otworzyłam drzwi delikatnie zamykając je za sobą.- To zabawne jak wstajesz i próbujesz wejść do szafy- Chichocząc, usłyszałam szmer, a następnie zamknęłam za sobą drzwi. Uśmiechnęłam się do siebie, gdy szłam do swojego pokoju. Justin i ja mamy silną więź, to znaczy, że żyjemy razem. Jeszcze nie uderzyło we mnie, że jest największą gwiazdą pop na świecie, zabrał mnie z ulicy, a teraz jak na razie jest moim jedynym przyjacielem. Mijając moje drzwi w głębi myśli, pytałam, dokąd zmierzam i uświadomiłam sobie, że jestem na świecie sama. Odwróciłam się na piętach moich stóp i otworzyłam drzwi do tego, co nazywa się teraz moim pokojem. Grzebiąc w szufladach wyciągnęłam jeansy, nosiłam je w kółko i prałam w kółko. Rzuciłam je na łóżko typu King-size *, a następnie wzięłam top z dna komody, coś co Justin znalazł w pensjonacie. Ściągnęłam z siebie wszystkie ubrania zostając tylko w samej bieliźnie. Włożyłam na siebie nowe ubrania, nie martwiąc się braniem prysznica, ponieważ zrobiłam to wczoraj. Pobiegłam do łazienki, aby umyć włosy i nałożyć niewielką ilość makijażu potrzebną na pokrycie ewentualnych, małych niedoskonałości. Kiedy nałożyłam już makijaż, schowałam swoje włosy za uszy i zaczęłam iść swoją drogą do pokoju Justina, by być przywitaną przez niego, wychodzącego z pokoju na czele ze mną.  Spotkaliśmy się na środku, a ja pociągnęłam go na dół. Nerwowość, którą czułam opadła, a jedyne co miałam zrobić to dostać się tam, a następnie wydostać.
-Rachel- Justin zatrzymał się w pół kroku, a ja kontynuowałam drogę do kuchni, wyciągając dwie bułeczki, nóż do masła, i twaróg z lodówki. Zaczęłam rozsmarowywać serek tak jak mówiłam.

-Yup?- Powiedziałam z naciskiem na "p", kontynuując przygotowywanie szybkiego śniadania.
-Nie pójdziemy tam.- Przestałam smarować serem pierwszą z bułek i spojrzałam na niego ze zdziwieniem.
- Co ma znaczyć "Nie pójdziemy tam" Justin?- Nagle moje emocje wzięły górę, a złość  rozprzestrzeniła się na mojej twarzy, jak zobaczyłam Justina stojącego bez żadnego spojrzenia.
-Nie chcę, żebyś tam wracała, mówiłem to tydzień temu, to nie jest mądre! Mógł wrócić i wiem ,ze to brzmi dziwnie.-Zaczął chodzić i przejeżdżać palcami po włosach-Stałaś sie jednym z moich naprawdę bliskich przyjaciół, nie chcę, żebyś tam wracała. To proste i ostateczne.
-Justin, jeśli mnie tam nie zawieziesz, pojadę pociągiem.
-I kto zabierze cię ze stacji kolejowej ?!- Justin spytał, podnosząc głos, napięcie rosło coraz szybciej.
-Pójdę, ja,ja zadzwonię po taksówkę, na litość Boską! Rozumiem cię, ale Jack wróci dopiero za kilka dni! Pogoda jest wspaniała! To jest zagwarantowane! On wyjechał i łowi ryby !-Podniosłam głos do jego poziomu.- Teraz mnie zostaw- Powiedziałam upuszczając nóż do masła, dokańczając bułeczki.
-Rachel-Przerwałam podając mu bułkę.
-Zaufaj mi. Myślisz ,że wróciłabym tam gdybym nie wiedziała czy on tam jest ? Nie, dziękuję, wolałabym nie wybierać się, na wycieczkę w dół piekła ponownie.-Westchnął spoglądając mi w oczy. Odwrócił się z bułką na swoim papierowym talerzu. Wziął kilka gryzów tak jak ja, a następnie wyszedł z domu do samochodu.

Godzinę Później

-Zatrzymaj się- Nerwy wypełniły moje ciało i zaczęły biec w moich żyłach, gdy kazałam zatrzymać się Justinowi przecznicę od mojego starego domu.

-Gdzie jest ten dom?- Justin spytał wpatrując się w moje oczy, a następnie spoglądając w dal.
-Za tym rogiem, mam swój telefon, więc jakby się coś działo będziesz pierwszym ,który się o tym dowie.- Schowałam telefon do tylnej kieszeni zyskując potrzebne zaufanie.-Wszystko będzie dobrze, obiecuję.-Poklepałam go po ramieniu i wyszłam , upewniając się ,że jego samochód nie jest zaparkowany. Nie był. Pokazałam Justinowi kciuki w górę i szłam dalej, Wspomnienia i myśli z tamtego czasu uderzyły we mnie.
Płacz, myśląc, że umrę tam.
Niewiedza, czy ujrzę światło dzienne ponownie.
Zastanawianie się, jak wiele moje ciało może wytrwać.
Myśli, czy obchodzę ojca poza tym ,ze wysyła mi pieniądze.
-Przestań- Powiedziałam do siebie, aby zatrzymać myśli. Wyciągnęłam kluczyk spod wycieraczki i otworzyłam drzwi. Fala szczytu, nerwowości i złości uderzyły mnie w twarz gdy weszłam do środka. Szłam powoli obserwując każdą część pokoju. Wsunęłam rękę delikatnie przez ladę odbierając uczucia. Choć złe uczucie nadal we mnie tkwi ze mną, zanim Diabeł się pojawił ,dobre wspomnienia "nas" zamieszkały w mojej głowie i były odporne na wyłączenie.
Tak, mój umysł gra w więcej, niż wystarczająco dużo gier.
Przyciągając swoje myśli przeskoczyłam przez kanapę rozrzucając poduszki, nie patrząc gdzie lecą. Znalazłam swój laptop, to co było mi potrzebne. Było tam także kilka niepotrzebnych rzeczy takich jak okruchy chipsów, długopisy wraz z kredkami. Westchnęłam zniesmaczona i udałam się w stronę drzwi, aby odnieść komputer, a następnie wrócić po swoje ubrania. Jeżeli nadal tam są, prawdopodobnie.
~Trzask~
Słysząc trzaśnięcie sfrustrowałam się tym ,że Justin nie uwierzył mi gdy mówiłam ,ze wszystko będzie dobrze.
-Justin ! Idź z powrotem do samochodu zaraz przyjdę!- Chodziłam po kanapie rozrzucając poduszki, nawet nie zadawałam sobie trudu aby to naprawić. Chciałam aby Jack wiedział ,że tu byłam i poczuł się jak gówno.
~Clunk~
-Justin!- Powiedziałam schodząc na dół przewracając oczami w frustracji.-Powiedziałam ci ja..- Spojrzałam w górę w obliczu mojego najgorszego koszmaru.

Oczy Jack'a zrobiły się wielkie gdy spojrzał na mnie, a ja na niego. Strach natychmiast przejął nade mną kontrolę.
-J-Ja myślałam ,ze jesteś na rejsie.-Jąkałam.
Diabeł zrobił krok do przodu.-Nie mogłem wziąć wolnego w tym roku.- Bez słowa pobiegłam do tylnych drzwi rzucając tysiąc dolarowy komputer, pozwalając mu się rozpaść. Ale nie to było moim największym zmartwieniem w tej chwili.
Rzuciłam się przez salon do tylnych drzwi otwierając je.-JUSTIN!- Krzyknęłam , ale Jack chwycił mnie za ramię i pociągnął  z powrotem do środka.
Śpieszyłam się mając nadzieję, że spotkam się z Justinem. Sejf i drzwi zostały zatrzaśnięte, a ja poczułam jak ktoś ciągnie mnie za włosy.
***********************************************************************************
* To chodzi o takie duże łóżko i nie wiedziałam jak to ująć więc zostawiłam King-size..
Wow ;O Rachel mogłaś posłuchać Justina.. Ale chyba każdy się tego spodziewał :D Więc Hej :) Mam na imię Weronika i będę przez jakiś czas tłumaczyć... Mam nadzieję ,ze nie jest tak źle? Jeżeli są jakiekolwiek błędy lub coś wam się nie podoba i mam to zmienić piszcie to ważne, bo pierwszy raz tłumacze jakieś opowiadanie... I chciałabym , aby było wam przyjemnie to czytać... Zaczęłam już tłumaczyć rozdział 10 więc pojawi się.. no prawdopodobnie jeszcze w tym tygodniu, ale to zależy, nie chcę pędzić bo oryginał ma tylko 16 rozdziałów...  Więc teraz tak :
W razie pytań- Ask 
Można też rozmawiać ze mną na- Twitterze 
I to chyba tyle.. Do następnego (Chyba ,ze nie chcecie) :)

poniedziałek, 15 lipca 2013

E.I.G.H.T

Godzinę i piętnaście minut później sesja była skonczona. Nie było tak źle jak myślałam. Ja mówiłam, a ona kiwała głową i zadała pytania, gdy skonczyłam swoją niefikcyjną historię.
- Zobacz, nie było tak źle, jak zakładałaś, nie? - powiedziała, gdy ktoś zapukał do drzwi i wszedł Justin.
- Rach, musimy iść – westchnął.
- W porządku. Dziękuję dr. Mitchel, do zobaczenia...
- Za jakiś tydzień – Madeline dokończyła za mnie.
- Dobra, do zobaczenia – z tym wyszłam za drzwi – Więc, gdzie teraz idziemy ? - zapytałam go. Nabrał powietrza i odpowiedział.
- Ponownie, nie złość się, ale zabieram cię na wywiad do stacji radiowej
- Dlaczego miałabym być zła? - zachichotałam nerwowo.
- Paparazzi.
- Co? Justin, nie chcę plotek, nie mogę być w otoczeniu zbyt wielu ludzi. Zacznę hiperwentylować lub, lub zawsze jesteś zatrzymywany przez fanów, co się stanie, jeżeli pomyślą sobie cokolwiek i zatrzymają mnie.
- Ale nic się nie stanie, po prostu pomagam ci, a jeśli coś się stanie, będę tam. Nic wielkiego.
Zaczynałam się wściekać, nie mając pojęcia co się dzieję w mojej głowie, nie mówiąc już co się stało.
- Justin! Bez obrazy, ale ja nie ufam tobie tak mocno! Jesteś dla mnie kimś kto mi pomaga! Jak, jak ja jestem pokrzywdzona, więc chcesz mi pomóc! - krzyczałam w samochodzie, ale po tym gdy to powiedziałam, to we mnie uderzyło. - Właściwie, czym ja nie jestem ? Działalnością charytatywną? Kimś lub czymś, kto chcę wzbudzić współczucie?
- Oczywiście, że czuję się źle w stosunku do ciebie, tak jest po prostu, gdy cię zobaczyłem i opowiedziałaś mi swoją historię, ja po prostu nie mogłem pozwolić cie odejść, Rachel. Jesteś moją przyjaciółką, nikim więcej, nikim mniej. - zaczęłam się uspokajać na jego kojące słowa i gdy widziałam jego piękne brązowe włosy i niesamowitą linię szczęki. Mentalnie uderzyłam siebie i skrzyżowałam ramiona.
Jechaliśmy tylko piętnaście minut, aż dotarliśmy do stacji radiowej. Siedzieliśmy w samochodzie, a paparazzi byli wokół nas, a gani zaczęli krzyczeć, najwyraźniej widząc jego tablicę rejestracyjną ‘MrB1eb3r.’ Idiota.
- Nie powinniśmy iść? - im więcej ludzi widziałam tym bardziej skuliłam się ze strachu.
- Czekamy na Kenny'ego. - gdy to powiedział, człowiek – zapewne Kenny – zapukał do okna i pomógł Justinowi i mi wyjść tyłem.
Dzwonienie i krzyki wypełniły moje uszy, zakryłam je rękoma, oślepiające światła oślepiły mnie, gdy poczułam czyjąś rękę na plecach.
- Zostaw mnie! - krzyknęłam, nagle moje oczy wypełniły się łzami.
Justin wysłała sygnał Kenny'emu, a ten dostał się do mnie i pomógł mi iść.
- Justin! Czy ona jest twoją dziewczyną?!
- Justin! Dlaczego ona płacze?
- Daj spokój, mogłeś mieć lepszą!
- Kim jesteś, czy ty i Justin jesteście parą?
Dźwięk krzyczących paparazzi i płaczących dziewczyn oslepił mnie od swiata zewnetrznego.
- Pomocy – powiedziałam.
- Jesteśmy w środku, jest okej – podniosłam twarz od rąk, aby zobaczyć Justina, który z zainteresowaniem patrzył na mnie
- Przepraszam, nie przedstawiłem was. To jest Kenny – on wyciągnął rękę, a ja wzdrygnęłam się z dala od niego.
- Powiem ci później – powiedział Justin idąc.
Puściłam rękę Justina, więc ta powędrowała za moje plecy i spoczęła na mojej talii, dzięki czemu czułam się bezpieczna.Chociaż znam Justina dzień i pół, już wiem że jest on godny zaufania. Wiem, dziwne prawda? Ale mój instynkt podpowiada, że jest on dobrym człowiekiem, mam nadzieję, że to prawda.
Weszliśmy do pokoju, gdzie będzie przeprowadzany wywiad, para oczu wpatrywała się we mnie, przez co czułam się niepewnie. Wiedziałam, że nie powinnam przychodzić.

Wreszcie rozmowa zakończyła się i nikt nie zadawał pytań o mnie, dzięki Bogu. Wyczerpanie przejęło mnie i byłam wykończona.
- Justin - wyszeptałam.
- Tak?
- Dziękuję.
Nagle ciemność przejęła mnie i ostatnią rzeczą jaką zobaczyłam, był uśmiechający się Justin, oraz uczucie palców splatanych z moimi. 

Zatrzasnęłam drzwi z gniewu.
- Jack! Jestem chora przez Ciebie! Jesteś okrutny i zły! Mam nadzieję, że umrzesz w pieprzonym piekle! 
Natychmiast pożałowałam tego co powiedziałam, nie było dobrze czuć ręce na szyi, utrudniające mi oddychanie. 
- Puść.....mnie - Jack zacisnął jeszcze bardziej chwyt na mojej szyi. odciągnął mnie od ściany i uderzył w nią ponownie, pozwalając mi upaść na podłogę.
Nawet z tym byłam gotowa do walki.

- To wszystko na co cię stać? Zrobiłeś gorszę rzeczy! po prostu zabij mnie teraz i idź płyń! - co roku Jack i jego kumple, pod koniec lipca na cały weekend jadą na ryby, to jedyny czas, gdzie mam przerwę, tak jakby. 
Zamknął okna i drzwi, nie pozwalając mi wyjść z domu, a gdybym próbowała, nie dałabym rady, znalazłby mnie wszędzie. 



- Może to zrobię! Jesteś bezwartościowym kawałkiem gówna! Jedyną rzeczą, w czym jesteś dobra to seks! W ssaniu tak samo! Bezwartościowa pizda!
Zaczął grzebać coś w stoliku podczas rozmowy.
- Nigdy nie robisz tego co ci mówię! Nie potrafisz gotować! Jesteś brzydka jak cholera. nigdy nie pieprzyłem gorszej dziewczyny niż ty! - usłyszałam trzask kiedy podszedł.
- Być może, gdyby nie te wszystkie rzeczy, nie zrobiłbym tego - z tym pociągnął za spust.


- Rachel! Rachel! Obudź się! Wszystko w porządku? - Drżenie ciała mojego przyjaciela - Justina - zaskoczyło mnie.
- Myślę, że to zły sen. Na prawdę zły sen. - stwierdziłam potrząsając głową, wychodząc z samochodu. Podał mi swoją rękę, jedna ja od razu pobiegłam do domu, do pokoju gościnnego, zatrzaskując za sobą drzwi.
Łzy zaczęły spływać po mojej twarzy. Nienawidziłam Jack'a, chciałam go zabić, chciałam go zabić tak jak on zabił mnie w moim śnie.

Usiadłam na łóżku i tylko płakałam i płakałam. Nienawidzę życia. Jack zrujnował moje, mój tata zmarł, moja mama uciekła, a moi przyjaciele są w domu. Słyszałam pukanie do drzwi wiele razy; każde z nich ignorowałam.

 

30 Minut Później


Oparłam się o zagłówek, myśli krążyły po mojej głowie, gdy jedna pojawiła się i wiedziałam co robić.
Wstając, udałam się do pokoju Justina, nie zadając sobie trudu by zapukać. Justin siedział półnagi przy komputerze, najprawdopodobniej na Twitterze lub Facebooku, pisząc z fanami. 
- Dziś jest 26 lipca! Jutro jest 27 lipca! - skrzeczący głos wydostał się z moich ust.

- Więc?
- Jack jest na rybach! Chce wrócić i pożegnać się z przyjaciółmi i odebrać swoje rzeczy. - miałam dużo odwagi mówiąc to - przyzwyczaiłam się do tego. 
Justin miał wymówkę.
- Nie, mam pracę i to nie jest bezpieczne.
- Pójdę tam sama! Justin! Przyzwyczaiłam się do tamtego miejsca, równie dobrze mogę odebrać swoje rzeczy. ukryłam je, a on nie ma pojęcia gdzie, zwłaszcza mój komputer! Proszę! Gdybym miała wrócić, on nie oczekiwałby, że wrócę tak szybko!
- Rach-
- Justin!Proszę!
Ponad piętnaście minut przekonywała go, żeby mnie puścił, wygrałam. Jutro jadę odebrać swoje rzeczy i pożegnać się z przyjaciółmi.
 

********
No nie wiem Rach, czy to dobry pomysł, żebyś wracała... mam złe przeczucia...

Tak, wiem rozdział miał być 14,ale jest dzień później. Przepraszam, ale bardzo-bardzo-bardzo nie chciało mi się go tłumaczyć. Przepraszam <3

Nie, nie wiem kiedy kolejny xx 

wtorek, 18 czerwca 2013

S.E.V.E.N

Rachel’s P.O.V

Rozluźniając uścisk, spojrzałam w jego jasne, brązowe oczy. Dla niego to był dobry uczynek, dla mnie, możliwość zmiany życia, którą absolutnie brałam.
- Podczas gdy będziesz tu – powiedział Justin przełamując relaksującą ciszę – będę nadal musiał pracować, a y będziesz ze mną – chciałam coś powiedzieć, ale uniósł palec i mówił dalej – Wprowadzę cię do ludzi, będziesz ze mną na koncertach, wywiadach i będziesz obserwować wszystko. Chodź może to brzmieć głupio, chcę ci pomóc i pokazać, że nie każdy człowiek jest okrutny. Oprócz tego, pójdziesz na terapię.
- Nie. Terapia jest straszna i niewygodna. Żeby ułatwić po prostu zatrzymam się w dom-tutaj. Obiecuję ci, że nie będę próbować niczego. - Dzięki Bogu nie powiedziałam „w domu”. T by było kompletnie niezręczne.
- Jesteś moją przyjaciółką i chcę pomóc ci przezwyciężyć swój lęk, do czasu, aż dasz sobie rade bez nas.
- Co z ubraniami? - nie chciałam sugerować, żebyś,my poszli na zakupy, w rzeczywistości nie lubię tłumu w sklepach i rozrzucone po stojakach ubrania na każdym piętrze. Irytują mnie, czuję zmęczenie i wszystko co robię, to narzekam, gdy idę na zakupy. Ostatni raz byłam na zakupach z Nicol i Taylor, ale to tylko dlatego, że ojciec wysłał mi potajemnie pięćset dolarów.
Nie jestem nawet pewna czy zostały wysłane. To było w skrzynce pocztowej, tylko pisało „J. Benson”. Żadnego adresu, żadnego sposobu skomunikowania się z 'J. Bensonem”, znanego również jako mojego tatę.
Justin pokazał swoją myśląca twarz.
- Zakupy?
- Nie, nie cierpię zakupów i nie jestem tu po to, żeby wydawać Twoje pieniądze. - nagle pomyślałam o jednej rzeczy, którą miałam głęboko w swoim umyśle z dala od rzeczywistości. - Szkoła! Co ze szkołą? Jestem studentką, nie mogę
nie iść do szkoły. Co ja mam zrobić?! - zaczęłam chodzić, gdy Scooter podszedł odpowiadając na moje pytanie.
- Spokojnie, po ubrania wyślemy kogoś, kto kupi ci trochę ich na tę chwilę i szkołę. Jenny nauczy cię, nauczanie domowe – spojrzałam na nich obu ze zdziwieniem.
- To na prawdę nie jest takie złe, Rachel – powiedział Justin na mój wyraz twarzy.
Wtedy zauważyłam ile nie było mnie w domu. Moja mała grupka przyjaciół, ale materialistyczne rzeczy, jak mój plecak do szkoły, komputer i niektóre ciuchy, które nie zmieściły się w worku na śmieci, który upuściłam wczoraj i nie mam pojęcia kto je ma. Mam nadzieje, że ten kto rzeczywiście je potrzebuję, znalazł je. Były tam ciuchy na kilka tygodni, choć miałam jeszcze ciuchy na tydzień lub dwa należące do Jack'a.
Właśnie zauważyłam, że zostawiłam w domu dużo rzeczy, których naprawdę potrzebuję. Na przykład mój laptop, w którym miałam osobiste informację. I jeszcze jakieś ubrania. - zaczęłam.
- Nie chcę, żebyś tam wracała. Koniec dyskusji. - stwierdził Justin. Westchnęłam za jego opiekuńczość, ale denerwował mnie.

Następny dzień/Rano
- Rachel – wyszeptał Justin – wstawaj.
Jęknęłam przekręcając głowę na bok, pokazując, że nie jestem gotowa, żeby wstać. - Ciii... - wybełkotałam przesuwając głowę do niego, mając zamknięte i palec na ustach – staram się spać.
- Musimy wstać, Rach – spojrzałam za zegarek, żeby odczytać godzinę; 07:00. Tak, zwykle jestem rannym ptaszkiem, ale poszłam bardzo późno spać, ponieważ myślałam nad tym co się teraz dzieję. To znaczy, Justin Bieber bierze mnie pod swoje skrzydła. Chociaż słyszałam wspaniałe rzeczy o nim, nigdy nie powiedziałabym, że człowiek może mieć aż tak ciepłe serce i być tak opiekuńczy.
Ziewając zrzuciłam z siebie koc razem z bólem na moim ciele. Wahając się odchrząknęłam, żeby zwrócić na siebie uwagę Justina, gdy był przy wyjściu mojego pokoju.
Odwrócił się i spojrzał na mnie.
- Tak?
- Um... jest tutaj.., wiesz, łazienka ?
Usłyszałam chichot i palcem pokazał za mną.
- Tam.
- Oh... dziękuję – było mi głupio, że nie wiedziałam gdzie łazienka, ale nigdy nie rozglądałam się po pokoju.
Wstając, usłyszałam trzask drzwi, co oznaczało, że Justin wyszedł. Miałam czas, żeby się przygotować.

Wahając się weszłam do łazienki, zamykając za sobą delikatnie drzwi. Podeszłam do szklanego prysznica. Bawiłam się trochę pokrętłami, aż w końcu zrozumiałam w którą stronę ma leci ciepła woda. Zdjęłam ubrania i ostrożnie weszłam pod prysznic, uważając, żeby się nie potknąć.
Pozwoliłam, aby gorące krople spływały kaskadami po mojej głowie. Woda powoli mnie relaksowała.
Pozwoliłam, żeby moje uczucia wypłynęły razem z wodą. Zaczęłam nucić jakieś piosenki, od wysokich do niskich tonów.
Zużyłam prawie pół butelki szamponu stojącego na półce. Zaczęłam masować skórę, aż nie utworzyła się piana. Następnie umyłam moje długie, brązowe włosy. Przechylając głowę do tyłu, pozwoliłam, aby piana spłynęła z moich włosów.
Następnie użyłam odżywki, zostawiając ją na włosach, w tym samym czasie myjąc ciało mydłem
Dove.Otwierając drzwi od prysznica, uderzyło we mnie zimne powietrze, powodując dreszcze. Wdychałam zimne powietrze, pozwalając mu uciec przez moje usta z satysfakcją. Zawinięta w wielki, biały ręcznik, otworzyłam drzwi do łazienki, prowadzące do mojej obecnej sypialni, zauważyłam, że nie mam nic do ubrania.
- Cholera – splunęłam nie chcąc prosić Justina o ubrania, będąc tylko w ręczniku.
Nie chcę, żeby mnie widział z dwóch powodów:
1. Jestem tylko w ręczniku i to chyba jest oczywiste.
2. Teraz widać najgorsze z moich siniaków z boku każdej mojej łydki ciągnące się w dół.
To oczywiste, że on wie przez co przeszłam, przed tym jak mu powiedziałam, jednak w chwili, gdy mówiłam mu nie wciągałam się w szczegóły.
Pomysłem było, żeby przejrzeć każdą szafę i szufladę, jednak okazało się, że wszystkie są puste.
Wzruszając ramionami, zdałam sobie sprawę, że będę musiała złożyć wizytę w pokoju Justina, żeby dostać jakieś ubrania.
Poszłam nerwowa, ocierając palcami o podłogę, zazwyczaj tak robię gdy się denerwuje. Zatrzymałam się, żeby zapukać do mahoniowych drzwi. Zostałam przywitana przez Justina, jego usta były lekko rozchylone.
Pokazałam mu chytry uśmiech, apotem powiedziałam:
- Masz jakieś ciuchy, w które mogłabym się przebrać?
- Yep – powiedział, akcentując „p”. Zaprowadził mnie do komody, na której stał płaski telewizor.
Szarpnął szuflada i podał mi niebieską koszule Hollister, która wydawała się być trochę za mała jak na jego wzrost. Spojrzałam na niego głupio.
- Yeah, skurczyła się w praniu kilka tygodni temu – stwierdził, zgodnie sprawdą, wydobywając z siebie chichot wraz ze mną.
- Dziękuję – mruknęłam. Zaczełam kierować się w stronę wyjścia, jednak zostałam zatrzymana przez dźwięk jego głosu.
- Mam przeczucie, że nie powiedziałaś mi wczoraj wszystkiego.
- Co? Co masz na myśli?
- Więcej siniaków, gorszych niż tamte. Przebarwienia na twarzy niemal całkowicie zniknęły. Jedyne miejsca, gdzie od czasu do czasu bolało i znaki były widoczne wokół ramion, tułowia i w dół.
- Nie chciałam zagłębiać się w szczegóły, Justin - z tym zamknęłam drzwi i poszłam się przebrać w koszulę i dżinsy z poprzedniej nocy, zaskakujące było to, że jego koszula była trochę, ponad moja talię, jednak szerokość była za duża.




-Gotowa do drogi?- usłyszałam głos Justina, kiedy otworzył drzwi sypialni gościnnej.
-Hm tak, ale nie mam… korektora.
-Nie martw się tym.- powiedział Justin, prowadząc mnie do otwartych drzwi
-Nie chce, żeby ludzie to widzieli.- kiedy to mówiłam wskazałam na nieszczęśliwe wydarzenia na mojej twarzy.
-Domek gościnny, moja mama często się tam zatrzymywała, powinno tam coś być.
Podążyłam za nim schodami w dół i przez kamienistą ścieżkę, prowadzącą do miniaturowej wersji rezydencji za nami. Otwierające się drzwi zaskrzypiały, a on pobiegł do łazienki, mówiąc, żebym poszła z nim. Nie spieszyłam się tak jak on, rozglądając się po małym salonie, indywidualnie schodząc ze ścieżki, którą on szedł i spoglądając na zdjęcia. Wzięłam jedno do góry, przedstawiało małego chłopca w wieku czterech, może pięciu lat, był to Justin. Wzięłam do ręki kolejne zdjęcie, na którym był razem z rodzicami i, jak zgadywałam, rodzeństwem. Mogłam powiedzieć, że to zdjęcie było z 2010 lub 2011 przez jego młode rysy, które radykalnie się zmieniły.
-Rachel! Nie wiem, czego potrzebujesz!- zawołał mnie.
-Już idę!- podążyłam ścieżką, którą szedł Justin i znalazłam się w łazience.
Marmurowa umywalka, szklany prysznic podobny do tego w budynku głównym. Przerzucał rzeczy w szafce dopóki nie położyłam mu ręki na ramieniu sprawiając, że zaprzestał poszukiwań. Spojrzał na mnie w dół, byłam o sześć centymetrów niższa od niego, a ja spoglądałam w jego nieskazitelną twarz. To był pierwszy raz, kiedy czułam się jakby coś mnie do niego przyciągało, ale opuściłam wzrok, kiedy znaleźliśmy korektor, na szczęście tylko odcień jaśniejszy od mojego, ale mogłam łączyć je w określony sposób, który mi się podobał.
-Mam go.- przesunęłam go w bok i zaczęłam nakładać korektor. Nagle oczy Justina opadły, a jego usta były rozchylone. Machnęłam mu ręką przed oczami.- Justin, skończyłam. Jesteś tam?
-T-tak przepraszam.
Wróciliśmy tą samą drogą, ale zamiast do frontowych drzwi, udaliśmy się do czarnego Range Rovera, który był zaparkowany na zewnątrz garażu. Otworzyłam drzwi od strony pasażera, wsiadając, a on zrobił to samo po swojej stronie.
Usiadłam i zapięłam pasy.- W takim razie, dokąd jedziemy?
-Nie zabijaj mnie.- powiedział, odpalił samochód i zaczął cofać.
-Co masz na myśli?
-Obiecujesz nie znienawidzić mnie? Albo nie zabić mnie?- zachichotał, próbując rozluźnić napięcie wokół nas.
-Gdzie my jedziemy.- powiedziałam to bardziej jako oświadczenie niż pytanie.
-Na twoją pierwszą terapie.
-Co?! Justin! Nie! Nie idę.- dopiero powiedziałam mu, że nie chcę iść, ale nie sądziłam, że on zapłaci za moją terapię, martwił się za bardzo.
-Owszem idziesz.- wziął głęboki oddech i westchnął.- To może ci pomóc, podwiozę cię, zostawię na półtorej godziny, a potem odbiorę. Po tym będzie kilka wywiadów. Ten dzień będzie łatwy, to jest plan.
- Nope – zaakcentowałam „p” - nie zamierzam odwiedzać jakiejś nieznajomej i mówić jej o swoich uczuciach i opowiadać historię swojego życia.
- Proszę, Rach – zatrzymał samochód, ponieważ światło było czerwone, położył zrelaksowany reke na moim udzie – dla własnego dobra – Wow, linijka z filmu.
Skapitulowałam, wiedząc, że nie zajdę z tym daleko.
- Dobrze.

Mniej niż godzinę później, ja i Justin przybyliśmy pod wysoki wieżowiec. Justin wjechał do garażu zakładając okulary i żółtą spiczastą czapkę baseballową, żeby fanki go nie rozpoznały. To było małe przebranie, ponieważ nie szliśmy nigdzie indziej z wyjątkiem parkingu i wyjścia na zewnątrz.
Płacąc za bilet do garażu, Justin znalazł miejsce parkingowe obok windy, popychając mnie w jej stronę.
Weszłam i zaczęłam bawić się palcami, patrząc na moje stopy.
- Hej – powiedział Justin i poklepał moje biodro – Nie martw się, będzie dobrze.
„Ding” Winda otworzyła się na 24 piętrze. Justin wziął mnie za rękę i skręcił ostro w lewo i otworzył drzwi.
Człowiek siedzący na aksamitnym fotelu miał krótkie włosy. Nie był umięśniony, ale nie był też chudy.
Staro wyglądająca kobieta z siwymi włosami, powiedziała mu, aby obserwował kobietę.
Stałam w milczeniu, aż w końcu udało mi się coś powiedzieć.
- Justin chce- ale przerwała mi kobieta w średnim wieku z ciemno brązowymi włosami do ramion z okularami, która wyskoczyła znikąd.
- Rachel Benson? - odeszła od swojego biurka w formalnych ubraniach, umieszczonych na jej ciele i spojrzała na nas obu.
- To ja.
- Yeah, ona naprawdę nie chcę tu być, ale powiedziałem jej, że tak będzie najlepiej.
-A ty jesteś?- zapytała moja terapeutka.
-Justin.- zsunął swoje okulary i spojrzał na nią sponad nich, nie wiedząc czy nasz nowy znajomy byłby w stanie go rozpoznać.
-Mitchel. Madeleine Mitchel. To zaszczyt poznać Justina Biebera.
-Zauważyłaś?- zaśmiał się.
-Cóż, zabieram Rachel do środka, wróć za półtorej godziny.- uśmiechnęła się, odwracając się i nie kwestionując czy idę za nią, więc stanęłam, ale Bieber pokazał mi, bym szła.
-Cholerny.- powiedziałam idąc.
Posłał mi znak pokoju, a z jego ust wyczytałam „powodzenia”.
Doktor Mitchel otworzyła przede mną drzwi prowadząc mnie do gabinetu z biurkiem i kanapą.
-Połóż się, Rachel.- zrobiłam tak, jak mi kazano.- Tak więc przez telefon Justin powiedział mi, że spotkał cię na ulicy i wziął pod swoje skrzydła, jesteś wielką szczęściarą, mam nadzieję, że o tym wiesz.
-Wiem.
-Nie powiedział mi całej historii, którą podobno mu powiedziałaś i wiem, że raczej wolałabyś być w innym miejscu niż to, ale cokolwiek powiesz w tym pokoju nigdy stąd nie wyjdzie, nic nie dojdzie do Justina, nic nie wyjdzie do prasy. Wszystko zostaje tutaj. Oprócz tego możesz przyjść do mnie za nic, jestem osobą, której możesz zaufać, jestem tu dla moich pacjentów w razie każdej potrzeby.- wysłała mi uśmiech, a wraz z jej wypowiedzią zrelaksowałam się i czułam się bardziej komfortowo.
-Potrzebuję dużo czasu, żeby zaufać ludziom.
-Ja nie proszę, żebyś mi zaufała, przynajmniej nie od razu. Proszę, żebyś opowiedziała mi co się stało.
Zamknęłam oczy, przykładając głowę do ramienia.- Wszystko zaczęło się, kiedy wprowadziłam się do mojego chłopaka Jack'a...

BUM! BUM! BUM!
I oto mamy siódmy rozdział ^^
Wszystkie podziękowania składajcie mojej kochane @swagbitches_x bez której nie dałabym rady przetłumaczyć nawet słowa...
Prawdę mówiąc ja tylko przetłumaczyłam z jakąś 1/20 a ona resztę.
Bardzo Ci dziękuje kochanie ♥
Jest to przed ostatni rozdział, który dodam przed wakacjami. Kolejne będą pojawiać się dopiero od 14 lipca Przepraszam, was za to, ale muszę trochę od wszystkiego odpocząć.
Zapraszam Was jeszcze na Nowe tłumaczenie: trapped-breaking-free.blogspot.com , które tłumaczę wraz z Angelą :)

Liczę na komentarze ☺

sobota, 1 czerwca 2013

S.I.X

Nieznajomy głos doskoczył do mojej skóry odbijając się echem po całym domu. Głęboki głos brzmiał sfrustrowanie, co zmartwiło mnie i zdenerwowało.
- Cześć? Justin! - nieznajomy był wysokim, szczupłym mężczyzną, ubranym w biało-niebieską koszule w paski oraz w szerokie spodnie i w brązowe, śliskie buty robocze. Jego czarna broda i wąsy już zaczęły pokazywać swoje końce.
Spojrzał na ziemię i zaskoczony wygląd przeszedł po jego twarzy. Przejeżdżając swoim wzrokiem po mnie w górę i w dół, zaczął iść w moim kierunku, wciąż wzywając imienia Justina.
- Justin, kim ona jest? - zapytał głośno, oczywiście starając się, żeby Justin usłyszał go z góry.
Powoli cofałam się do rogu marmurowego blatu, nie byłam w stanie iść dalej.
Powoli cofnął się do rogu marmurowym blacie, nie jest w stanie iść dalej, trzymał podszedł bliżej do mnie, mnie w zakrętach, niemal przyciskając mnie z czystym blacie. Podszedł do mnie bliżej, osaczając mnie i przycisnął mnie do czystego blatu.
- Trzymaj się ode mnie z dala ! - wymamrotałam surowo. Łzy zaczęły formować się w moich oczach i pojedyncza łza spłynęła skosem w dół mojego policzka ze strachu.
Zmierzył mnie wzrokiem.
- Co robisz w bluzce Justina? - pewnie myślał, że ja i on robiliśmy coś w nocy – Co ci się stało? Co znaczą te...te siniaki? - I to jest to.
Niezupełnie jestem pewna co myślał. Mój umysł napełniłby się uczuciami, jeżeli byłabym nim. Osoba, której nadal imienia nie znałam, patrzyła na mnie w zmieszaniu, podczas, kolejny raz wołał imię Justina, tym razem wścieklej.
- Justin! - trzymał mój nadgarstek, powodując ból.
- Zostaw mnie! - powiedziała, potrząsając swoim ramieniem, sprawiając, że zacieśnił swój uścisk.
Przez ułamek sekundy czułam się, jakbym był z powrotem u Jack'a. To uczucie, krew pędzi do rąk i ból głowy przyniósł wszystko. I jeszcze raz, czułam się jak gówno, gdy to się działo.
Jeszcze anonimowy nieznajomy pociągnął mnie, wzywając Justina, gdy ten zszedł ze schodów i stanął jak wryty w połowie drogi.
- Scooter! Zostaw ją! - jego oczy prawie wyszły na zewnątrz, podczas gdy podbiegł do mnie, odpychając „Scooter'a” z dala mnie. - Co z tobą?
- Moją sprawą jest – Scooter zaczął, używając cudzysłowu, gdy powiedział „sprawa” dla podkreślenia – jest to, że odpuściłeś sobie z powodu dziewczyny? Najprawdopodobniej prostytutkę albo striptizerkę.
Moje serce powoli tonęło, gdy zostałam nazwana tymi odrażającymi słowami. Miałam szacunek do siebie. Nie byłam dziwką lub osobą która śpi lub tańczy dla pieniędzy. Mam godność.
Cała drżałam, byłam przerażona do śmierci tym co się stało. Patrzyłam na nich obu, gdy Justin wypalał mi swoimi oczami głowę. Czułam, że wiedział, co myślałam i znał moją historię. Mimo że nie powiedziałam mu nic, był inteligentnym facetem, wiedział.
- Hej, ona nie jest żadną z tych rzeczy – powiedział ściszonym głosem i odciągnął Justina na bok, pokazując palcem, abym się zatrzymała. Odwróciłam się i wpatrywałam w ziemię, którą Scooter obserwował.

Justin P.O.V

Wyciągnąłem Scooter'a za róg, do salonu. Czułem się źle, wiedząc, że Scooter zrobił Rachel krzywdę, biorąc ją z zaskoczenia i chwytając za nadgarstek. Nadal nie wiem co się z nią stało, dzisiaj faktycznie chcę z nią porozmawiać, poznać ją i zobaczyć czy ona powie mi jaka jest jej przeszłość.
- Scooter, co to było?
-
Justin! Nie możesz zwalniać tępa przez jakąś dziewczynę! Twoja kariera jest prócz Twojej rodziny, ale z tego co wiem ona nie jest Twoją rodziną, tylko osobą, z którą postanowiłeś się przespać ostatniej nocy! - chodził po pokoju. Umieściłem ciężar na mojej lewej nodze i czekałem, aż pozwoli mi mówić – To jest nie do przyjęcia! Ona wraca tam, skąd pochodzi, jak można być tak cholernie ignorancki Justina? Jesteś inteligentnym człowiekiem! - zaczął się odwracać i mówić coś, ale szarpnąłem go za tył koszuli.
- Słuchaj mnie, ona nie jest ani prostytutką, ani striptizerką. Ma na imię Rachel i znalazłem ją wczoraj na ulicy-
- Więc postanowiłeś wziąć ją do środka-
- Nie pozwalasz mi skończyć! Została prawie zgwałcona, Scooter. Jechałem do domu, kiedy wbiegła na ulicę, ścigana przez mężczyznę. Była bez koszulki, a wszystko co miała to stanik i dżinsy, a te dżinsy były odpięte. Ponadto, siniaki nie wyglądają na świeże tylko na stare, dobrze? Nie zamierzałem pozwolić, aby została zgwałcona, ale może została zgwałcona przedtem!
Scooter wypuścił powietrze z ust i spojrzał na mnie w rozpaczy. Jego oczy stały się ogromne, a usta przekształciły w dezaprobatę. Nie mówiąc ani słowa, spojrzał na mnie, odwrócił się i podszedł do Rachel. Podrapał się po klatce i zaczął bawić palcami. Rachel, na widok Scootera rozluźniła pięści po bokach swojego wątłego ciała.
- Hej, słuchaj, przepraszam nie wiedziałem.- Rachel skinęła głową, ale patrzyła na niego podejrzliwie, gdy mówił dalej. - Ale, czy mogłabyś powiedzieć nam, co się stało?
Długa cisza wypełniła pokój.
- Justin – powiedziała ściszonym tonem – czy jest miejsce, gdzie możemy usiąść?
Skinąłem, aby poszli za mną do salonu. Idąc, jej ramię gwałtownie spadło i jej ramiona owinęły się wokół jej brzucha. Powolutku podeszła do czerwonej, skórzanej kanapy. Poklepałem miejsce obok siebie, ale ona wybrała kanapę przed niskim stolikiem, naprzeciwko mnie i Scooter'a.
Rachel wzięła głęboki oddech i powoli wypuściła powietrze.
- Teraz pewnie zastanawiasz się co mi się stało.
Zaczęła drżeć, pokazując fałszywy uśmiech. Zawahała się sekundę , ale życzliwie spojrzałem jej w oczy, a ona kontynuowała.

Po wyjaśnieniu jej historii, prawie rozpłakałem się. Ona szlochała, nie miałem pojęcia jak bardzo była zrozpaczona.
Scooter spojrzał na podłogę wstydliwie.
- Ja-ja nie wiedziałem. - podniósł głowę i spojrzał na nią, obserwując jej brązowe, zeszklone oczy. - Tak mi przykro. - stwierdził Scooter, gdy mu przerwałem.
- Rachel, wiedziałem, ze coś się stało, dzięki Twoim siniakom, jednak nie sadziłem, że mogło być tak źle. - chciałem więcej powiedzieć, ale słowa nie mogły wyjść z moich ust. Ciągle potrząsałem głową, starając się nie oszaleć.
Pomysł, że mężczyzna kładzie rękę na kobietę jest absurdalny, a zmuszanie jej do czegoś, czego nie chcę jest niedopuszczalne. Jej były chłopak – Jack – nie powinien uciekać od konsekwencji tego co zrobił tej dziewczynie. Rachel musi czytać mi w myślach, gdy myślałem o tym.
- Tylko nie wspominaj o nim. To koniec, niedługo będę z powrotem na nogach i będę żyć na własną rękę. Jack nie jest już zaangażowany w moje życie i nie mam zamiaru widzieć go ponownie. - zwykły uśmiech pojawił się na jej twarzy, a ona spojrzała mi w oczy – dziękuję za wzięcie mnie na ostatnią noc, szkoda, że nie było bardziej skutecznego sposobu, żeby podziękować.
Scooter wstał szybko, na co Rachel drgnęła. Przez sekundę myślałem, że to wygodne, ale potem dotarło do mnie, że to niemożliwe, aby czuła się dobrze we własnej skórze, po tym co przeszła.
Iskierka, która przejęła jej oczy zniknęła. Pozostawiła same oczy, a w nich widziałem, tak jak wcześniej, przygnębienie i przerażenie.
- Oh, przepraszam, nie chciałem cię przestraszyć. - Scooter mruknął pod nosem, ale wystarczająco głośno, aby wszyscy usłyszeli – Bieber – powiedział, wskazując na mnie w jego kierunku w stronę korytarza – Co zamierzasz z nią zrobić?
Odpowiedziałem bez wahania.
- Wcześniej miałem zamiar coś wymyślić, wiesz. Znaleźć niektórych członków jej rodziny. Ale wygląda na to, że jest sama, zupełnie sama. Tak, chcę wziąć ją pod swoje skrzydła, przynajmniej do czasu, aż będzie z nią lepiej. Zaprzyjaźnić się z nią, ona nauczy się ufać mi prędzej, czy później. Wezmę ją na terapię, upewnię się, że już nie boi się świata, pomogę jej znaleźć swoje miejsce na ziemi. Brzmi całkiem rozsądnie, huh?

- Justin, rozumiem, że to jest to co chcesz dla niej zrobić. - złapał oddech i spojrzał na Rachel, która siedziała z głową w dół i przebierała palcami – i ja też, ale paparazzi-
- Cholera – pomyślałem.
- Będą ją gnębić, wyzywać i wymyślać plotki – próbował powiedzieć, ale poruszał jedynie ustami, nie pozwalając wydostać się żadnemu dźwięku.
Bez słowa udałem się z powrotem na kanapę.
- Rachel, chcę cię tu zatrzymać i upewnić się, że jesteś bezpieczna.
Spojrzała na mnie ze zdziwieniem.
- Ja nie, nie mogę na to pozwolić. Masz ogromną karierę, a ja nie chcę cię zatrzymywać.
- Ja też chcę. Jedynym problemem będą paparazzi. To co mówią; ignorujesz. To, co robią; ignorujesz. Wystarczy, że zignorujesz ich całkowicie. Są prawdziwym bólem w dupie – zaśmiał się miękko – Będę tam z tobą. Szybko, będziesz z powrotem na nogach; szczęśliwa.
Bez słowa skoczyła w moje ramiona, owijając swoje wokół mojej szyi, ściskając mocno.
- Dziękuję – wyszeptała.
Czułem lekkie uczucie jej łez spływających po jej twarzy i spadających na moje ramię.


Finally xx
Taki na Dzień dziecka :D Miałam go dodać jutro, ale jest dzisiaj.
I Hope You Like it ♥

Chciałam Wam podziękować za 3500 wejść oraz 6 obserwatorów ( jak wy to zrobiliście, skoro nie ma tego przycisku xd)
Koocham Was ♥
Lilly xx

Liczę na komentarze ☺